|
W dniach od 5.01. do 7.01.2007 r. postanowiliśmy w ramach czwartej godziny wychowania fizycznego w Gimnazjum w Zegrzu sprawdzić, czy uda nam się sprostać takiemu wyzwaniu, jakim jest jazda na nartach. Pomimo wiosennej aury w Zegrzu i okolicach, 5 stycznia o szóstej rano wyruszyliśmy w kierunku Zakopanego, mając nadzieję, że zbliżając się do celu, jakim była miejscowość Murzasichle, znajdziemy prawdziwą zimę. Sześćdziesiąt kilometrów od Zakopanego. nic nie wskazywało na to, że dane nam będzie ujrzeć śnieg, ale im bliżej do celu, pejzaż za szybą autokaru przypominał nam, że mamy zimową porę roku. Na miejsce dojechaliśmy około 15-tej i nie trzeba było nikogo namawiać, aby ruszył w kierunku wypożyczalni, w której czekał a nas przygotowany sprzęt narciarski, a nieopodal nasza górka, która w tym momencie wydała się ogromną górą. Mówią, że strach ma wielkie oczy, dlatego postanowiliśmy spróbować. Ciężkie buty, do nich przytwierdzone duże deski zwane nartami, dla równowagi dwa kijka w dłonie, przydałaby się druga para rąk do podpierania, albo ABS do hamowania - to pierwsze wrażenie. Jednak, kierując się myślą "nic co ludzkie, nie jest mi obce", patrząc na jazdę naszych opiekunów, którzy zjechali ze stoku jak przystało na wuefistów po karnety dla nas - wiedzieliśmy już, że nam nie odpuszczą. Pierwsza lekcja, ćwiczenia i najważniejsze uwagi, bezpośrednie zetknięcie ze śniegiem...
Przecież: "jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz", mawiał w filmie B.Kobiela. Z minuty na minutę upadków było coraz więcej. Pierwsze zetknięcie z nartami nie wypadło najgorzej. Powrót do pokoju, ciepła kąpiel i łóżko... nie, nie, nie. Szybka regeneracja sił, zmiana stroju i dyskoteka.
W sobotę było zdecydowanie lepiej. Deski były już naprawdę nartami, zostawiliśmy podzieleni na grupy szkoleniowe i nadawało nam się wykonywać polecenia naszych nauczycieli, którym bardzo zależało, abyśmy zaczęli jeździć. Pogoda dopisywała, było przyjemnie, świeciło słońce, z głośników rozbrzmiewała muzyka, która dodawała optymizmu. Po obiadokolacji znowu na stok - bo tak już nazywaliśmy naszą czterystumetrową górę. Poszli tylko ci, którzy chcieli udoskonalić swoją jazdę, przygotowując się do niedzielnego wyjazdu na Małe Ciche, które miało być dla nas dużym wyzwaniem jako tysiącczterystumetrowy stok. Pozostali rozgrywali w tym czasie turnieje tenisa stołowego i szachowego. Gdyby niewyjeżdżone punkty na karnetach i godzina dwudziesta pierwsza zjeżdżalibyśmy dłużej, ale trzeba było wracać do pokoju, aby odpocząć przed niedzielną jazdą.
W niedzielę siódmego stycznia po śniadaniu część grupy zjeżdżała na naszej górce, natomiast pozostali mieli zasmakować "wyższej szkoły jazdy". Małe Ciche, stok 1400 m, kolej krzesełkowa, nowe doświadczenia, duży dreszczyk niepokoju towarzyszył każdemu z nas. Duża reklama z napisem "wszystko czego potrzebujesz do zimowej zabawy!" dodawała otuchy. Po pierwszym zjeździe - pełna satysfakcja. Po piątym i szóstym mieliśmy wrażenie, że stajemy się częścią tej natury, która dyktowała warunki wcale nie najdogodniejsze - deszcz i silny wiatr. Poradziliśmy sobie. Opiekunowie nam pogratulowali, byliśmy z siebie dumni. Po powrocie do pensjonatu wspólny obiad, pakowanie i wyjazd. Zmęczeni, ale pełni podziwu dla siebie wsiadaliśmy do autokaru z żalem, że już trzeba wyjeżdżać. Wśród 58 uczestników większość z nas postanowiła wrócić w góry i udoskonalać dalszą jazdę. Chyba jednak komuś udało się zaszczepić w nas chęć do tak pięknego sportu, jakim jest jazda na nartach.
Mamy nadzieję, że tego rodzaju wyjazdy staną się tradycją Zespołu Szkół w Zegrzu. Wyjazd w góry był dla każdego z nas dużym wyzwaniem, ale teraz wiemy, że warto było posiąść umiejętność jazdy na nartach i przystosować ją do warunków, które podyktowała górska natura.
W czerwcu trzecia grupa gimnazjalistów w ramach tego rodzaju zajęć wyjeżdża na spływ kajakowy. Mamy nadzieję, że staną na wysokości zadania tak jak uczestnicy wrześniowego Rajdu Rowerowego i styczniowego wyjazdu na narty.
Uczniowie klas I-III Gimnazjum w Zegrzu
Nauczyciele Anna Jaskulska, Jacek Cebo, Katarzyna Tulin
|